piątek, 16 listopada 2012

Podsumowanie studiów - chwila refleksji i jedziemy dalej!

Już od dłuższego czasu czułam, że powinnam napisać tego posta… Czułam, że powinnam sama przez sobą zrobić jakieś małe podsumowanie, cokolwiek, zmusić się do chwili refleksji, bo… bo przecież 5 lat to kupa czasu, bo przecież przez te 5 lat poświęciłam trochę potu, krwi i łez, żeby te studia skończyć, aż wreszcie – bo na Boga, wykształcona dwudziestoparolatka powinna się pochylić nad tą chwilą!;)

Jednak z drugiej strony – jak w ogóle można porywać się na podsumowywanie pięciu lat? Jak można tyle czasu wrzucić w dwubiegunową tabelkę „sukcesy – porażki” albo „plusy – minusy”? Jak mogę wartościować kierunek, który skończyłam pod kątem „żałuję – nie żałuję”, wiedząc, że gdybym studiowała coś innego prawdopodobnie byłabym teraz inną osobą, planowałabym inną  ścieżkę zawodową i miałabym inny krąg znajomych?:) 

No ale jednak – post powstał. Długi. Chętnych zapraszam….

Na wstępie muszę zaznaczyć, że nie chcę gdybać, czy dobrze wybrałam kierunek studiów. Generalnie wybory 19-latków powinny być obarczone z góry pewnym ryzykiem niepowodzenia;) Gdybym teraz, z perspektywy czasu i dotychczasowych doświadczeń miała jeszcze raz podejmować decyzję, być może wybrałabym inaczej. Nie chcę jednak niepotrzebnie rozmyślać na temat czegoś, na co teraz już nie mam wpływu. 

Z całą pewnością studia były przydatne. Zdarza się, że w życiu codziennym korzystam ze swojej wiedzy, a poza tym powszechnie wiadomo, że „nieznajomość prawa szkodzi”, więc to, czego się nauczyłam procentuje dość często. Oczywiście same studia nie zrobiły ze mnie profesjonalnego prawnika, o czym często zapomina moja rodzina oraz krewni i znajomi królika – standardem przy „stole” są prośby o radę albo opinię w sprawach, które ciągną się całyyyymi latami…;)

Poza tym wszystkim studia były zdecydowanie tzw. pamięciówką. Co prawda część moich poważnych znajomych lubi mawiać surowym tonem, że prawo trzeba zrozumieć, a nie uczyć się go na pamięć, ale szczerze mówiąc uważam takie opinie za lekko przesadzone. Rozumienie, kojarzenie to jedynie metoda na zapamiętanie;) Wiadomo, fajnie do materiału podchodzić z otwartym umysłem, wiązać ze sobą różne procedury czy instytucje, ale to tak naprawdę wisienka na torcie. Wszystkie terminy, zasady, nazwy trzeba po prostu zapamiętać i na to innej rady nie ma;)

Nie byłabym też sobą, gdybym jednak nie ułożyła zgrabnej listy podsumowującej moje edukacyjne zmagania;) Podczas studiów udało mi się:


- odbyć 3 praktyki (dwie w kancelariach prawnych, jedna w wydawnictwie),  z których jedna zakończyła się dłuższą i płatną współpracą (ta ostatnia). Łącznie było to pół roku pracy za darmo. Doświadczenie z tego wynikające – chciałabym napisać „bezcenne”, ale to byłaby chyba jednak przesada;) Na pewno jednak nie poszło na marne i przede wszystkim dzięki praktykom stricte prawniczym po studiach nie traciłam czasu na szukanie pracy w kancelariach, bo wiedziałam już, ze nie do końca odpowiada mi taka praca;
- pracować w pięciu miejscach – wynika z tego, że pracę zmieniałam średnio co rok;) W praktyce nawet trochę częściej, bo podczas pierwszego roku nie pracowałam w ogóle;) Zaczynałam od call center, pierwszą poważniejszą pracę znalazłam na 3 roku, pierwszą pracę związaną z kierunkiem studiów – na 4;
- odbyć jeden wolontariat na rzecz fundacji, zajmującej się mediacją i działalnością na rzecz dzieci z rodzin rozbitych;
- odbyć sześć szkoleń (plus jedno szkolenie on-line – Akademia PARP), które bez żadnego zażenowania wrzuciłam do swojego CV;) Jedno szkolenie w dużym stopniu przyczyniło się do zdobycia przeze mnie mojej obecnej pracy;
- znacząco poprawić poziom mojego angielskiego. Z poziomu oscylującego wokół FCE do poziomu bardzo bliskiego CAE. Różnicę najbardziej widzę w obecnej pracy, codziennie mając do czynienia z angielskim;
- zdać prawo jazdy!;) To największy sukces roku 2012;)

A porażki…? Były, oczywiście były też porażki:) Ale czy warto je teraz rozpamiętywać? Nie zaliczyłam na szczęście nic w stylu powtarzania roku albo wizyty na komisariacie, więc na potknięcia spuśćmy zasłonę milczenia:)
 
Ogólnie całe studia były naprawdę wspaniałym okresem. Względna beztroska, taka prawie dorosłość, ale jeszcze nie do końca;) Byłam dość rozsądną dziewczyną, ale widzę, że teraz, po studiach, moje życie jest już inne… Czego innego wymagam od siebie, nie mogę rano wyłączyć budzika i przerzucić się na drugi bok z myślą „nie idę!”, impreza w ciągu tygodnia już nie wchodzi w grę, a stres egzaminacyjny zajął codzienny stres w pracy… 



Myślę też, że nie można oceniać kierunku studiów bez oceny tego, jak poradziliśmy sobie w życiu po nich… Przede mną oczywiście jeszcze długa droga, ale codziennie przypominam sobie, że to nie studia miały ze mnie zrobić prawnika, czy podatkowca… Studia w najlepszym wypadku mogą dać podstawy do tego, by dalej samodzielną pracą zasłużyć na miano specjalisty…





A Wy jak oceniacie wybór swoich studiów? Jesteście zadowoleni? Czy z perspektywy czasu chcielibyście coś zmienić? Jestem bardzo ciekawa jakie jest Wasze spojrzenie!:)

PS: A tych, co dotrwali do końca tego przydługiego posta zachęcam do udziału w zabawie u Kropelki:)



18 komentarzy:

  1. Ja studuję lingwistykę stosowaną. Co prawda studiów jeszcze nie skończyłam, ale wyboru już żałuję;p
    Te studia oznaczają naukę dzień w dzień, w tym również weekendy, masę stresu, brak zcasu dla znajomych. Kiedyś myślałam, że 2 języki zapewnią mi przyszłość. Dziś wiem, że skończenie tego kierunku nie wynagrodzi mi tego cierpienia (naprawdę to jest cierpienie np. teraz zamiast imprezować uczę się na 1 z kilku kolosów, które mam w przyszłym tygodniu:(

    Mam nadzieję, że nie zasilę w przyszłości grona bezrobotnych, bo wtedy moja końcowa refleksja będzie długa i depresyjna!:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ramach pocieszenia mogę jedynie zapewnić Cię, że ta złość z czasem mija;) Ja też dużo czasu musiałam poświęcać nauce, moja sesja zawsze trwała najdłużej w porównaniu do znajomych z innych kierunków, a zwieńczeniem wszystkiego był egzamin na który uczyłam się miesiąc dzień w dzień po jakieś 8 godzin dziennie i którego i tak nie zdałam:P

      Trzymam za Ciebie kciuki! Lingwistyka to rzeczywiście trudny kierunek!:)

      Usuń
    2. Miło słyszeć, że nie tylko ja tak cierpię;p
      Dziękuję i życzę samych sukcesów zawodowych!:)

      Usuń
  2. Sama zabierałam się już kilka razy do napisania podobnego posta, ale jakoś tak nie byłam w stanie. Dużo osiągnęłaś podczas tych pięciu lat, możesz być z siebie dumna. Na pewno na miano specjalisty musisz jeszcze zapracować, no ale masz czas, na pewno Ci to nie ucieknie.

    Dziękuję za dodatkowe podlinkowanie;)
    Mogłabyś zajrzeć do komentarzy na moim blogu, mam małą prośbę a nie chcę Ci zaśmiecać bloga pisząc drugi raz o tym samym;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie... ciężko tak podsumować sobie studia, zwłaszcza, że już samo ich skończenie oznacza zderzenie się z prawdziwą dorosłością:(

      Oczywiście - wiem, że na tego przysłowiowego specjalistę trzeba sobie zapracować, ale wkurza mnie to, że zamiast spokojnie zdobywać doświadczenie, ja trzęsę się o pracę, o to co będzie jak mi nie przedłużą umowy itd. To właśnie jest najbardziej dołujące - ta rzeczywistość...! Bo mam świadomość, że z samym dyplomem to ja mogę co najwyżej zostać wykształconą sekretarką;P

      Usuń
    2. Zawód sekretarki wyginął - teraz mamy asystentki :D

      Usuń
    3. Tak, tak - asystentki:) Choć oczywiście trzeba zaznaczyć, że asystentka asystentce nie równa - kilka moich koleżanek jest asystentkami w różnych poważnych działach w poważnych firmach i mają i ciekawe obowiązki, i realne możliwości awansu, więc oczywiście nie chcę generalizować niepotrzebnie, ani nikogo urazić:)

      Usuń
  3. Cześć, ja też jestem po prawie,jestem w trakcie aplikacji, zaczynam swoją drogę zawodową. Jestem zdania, że żeby stać się specjalistą, to nigdy ale to nigdy nie wolno odpuszczać. Prawie codziennie przekonuje się, ile jeszcze nie wiem. Mam do ciebie pytanie potrzebuję jakiegoś słownika polsko -angielskiego i angielsko-polskiego przy pisaniu umów, z czego ty korzystasz? Jako że głónie chodzi mi o pisanie umów po angielsku i mam ograniczone środki finansowe,zastanawiam się nad Wielkim Słownikiem Oxford-PWN polsko-angielskim? Korzystałaś z niego może? Jeżeli piszesz umowy po angielsku a znasz jakieś pomocne materiały, proszę poleć mi je pod tym komentarzem?

    Sylwia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć, dzięki za odwiedziny:) Ja też znam to uczucie, gdy codziennie uświadamiam sobie ile jeszcze muszę się nauczyć - z jednej strony to motywujące i fajne, ale z drugiej... trochę przeraża!;P

      Co do słownika - ja nie piszę umów po angielsku, ale generalnie w pracy korzystamy ze słownika wyd. Beck - próbowałam znaleźć linka, ale nie widzę go na stronie księgarni:( Jest dość obszerny, ale szczerze mówiąc pewnie też drogi...
      Kiedyś też próbowałam się sama uczyć angielskiego prawniczego i przerobiłam książkę "Legal Engllish" aut. M. Jakubaszek, ale szczerze mówiąc szału nie ma:P Jeśli chciałabyś książkę tego typu to poszukaj czegoś innego.

      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Wydaje mi się, że ciężko o takie słowniki.
      Ja często wspomagam się forum dla tłumaczy proz.com
      Jest to forum na którym tłumacze pomagają sobie nawzajem w różnych problemach i zagwozdkach tłumaczeniowych.
      Ale najlepszym ale i najbardziej czasochłonnym sposobem jest czytanie umów paralelnych.
      Ostatnio tłumaczyłam akt notarialny i okazał sie banalny dopiero gdy przeczytałam kodeks spółek handlowych w wersji polskiej i angielslkiej i zrobiłam do niego porządny glosariusz. Zajęło to masę czasu, ale na pewno nie raz się przyda!:)

      Usuń
    3. Takie słowniki są dostępne w różnych księgarniach/wydawnictwach, ale rzeczywiście ja też mam wrażenie, że to praktyka daje najwięcej. Co z tego, że znamy czy znajdziemy dosłowne tłumaczenie jakiegoś terminu z ustawy, skoro nie do końca wiadomo jak go użyć w zdaniu w innym języku:)

      eMko - jestem pod wrażeniem - nie do końca polubiłam się z Kodeksem Handlowym w wersji polskiej, a co dopiero czytać go jeszcze po angielsku!:P

      Usuń
    4. Emka, Martika
      Dzięki za odpowiedzi. Ja dopiero zaczynam zabawę w pisanie umów, tłumaczenie umów. Zauważyłam czytając inne umowy, że jak to w umowach często pewne klauzule się powtarzają i założyłam swój glosariusz w excelu. Jeśli w jakiejś umowie zauważę ciekawe sformułowanie, to je zapisuję. Czy tworzycie swoje glosariusze, a jeśli tak to w jaki sposób? ( jest niedziela rano, a ja męczę właśnie umowę;) życie)

      Sylwia

      Usuń
  4. Hej, dobrze wiedzieć, że żyjesz :)

    Powiem Ci, że Twoje podsumowanie z punktu widzenia drugiej osoby wygląda calkiem optymistycznie. Chciałabym tak napisać za 5 lat ;)

    A prawko też przede mną.
    Pisz częsciej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej:) Dzięki:) Podsumowanie na pewno nie wygląda źle, ale oczywiście są też kwestie, które bym troszkę zmieniła:)

      Co do pisania - staram się, ale teraz też mam zdecydowanie mniej czasu...:)

      Pozdrawiam!:)

      Usuń
  5. Zostalas nominowana:
    http://czarnyelf.blogspot.com/2012/11/liebster-award.html?showComment=1353891339915#c3377833897898563289

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, postaram się na dniach odpowiedzieć:)

      Usuń
  6. Hmmm...
    Podoba mi się to co robię po studiach.
    :)

    OdpowiedzUsuń