wtorek, 6 listopada 2012

Wiadomości z linii frontu - czyli co nowego w mojej pracy...;)

 Tytuł posta wcale nie jest jedynie "chwytliwym", czy ładnie brzmiącym hasłem - rzeczywiście w pracy czuję się jak na linii frontu i każdy dzień jest dla mnie takim małym sprawdzianem...

Mogę śmiało i bez żadnego ściemniania powiedzieć, że zostałam rzucona na (bardzo) głęboką wodę i aż sama martwię się, żebym w tej wodzie nie utonęła. Okres stażowy został już zupełnie za mną, a w zamian dostałam całkiem samodzielne obowiązki, które niemal w 100% są zadaniami stricte merytorycznymi. W efekcie gratisem mam też zdecydowanie więcej stresów, no i obaw czy aby na pewno wszystko dobrze mi idzie...

Żeby jako- tako płynąć w czasie pracy, wieczorami
dokształcam się na własną rękę. Czytam przepisy, interpretacje, czasami korzystam też z pełnego dostępu do lexa w pracy i co nieco sobie drukuję na moje wieczorne sesyjki. Oczywiście staram się nie stracić głowy i w miarę możliwości serwować sobie jakiś relaks, ale przyznaję, że czasami towarzyszą temu małe wyrzuty sumienia... Póki co jeszcze korzystam z dobrodziejstwa wolnych weekendów, ale gdy zacznę te moje studia i kursy, dobrodziejstwo się skończy;P

Jedynym plusem tego wszystkiego jest to, że
pełną gębą wracam do angielskiego. Część mojej pracy jest bardzo ściśle powiązana z pracą innego działu (centrali), który w dużej mierze jest anglojęzyczny (a także wszystkie dokumenty, "produkowane" przez ten dział).
Demotwatory.pl 

Prawdę mówiąc - jestem trochę zmęczona - i nie o zmęczeni fizycznym tu mowa
, bo dbam o sobie jak mogę; staram się wysypiać, a jeśli tylko pamiętam, łykam suplementy i witaminy;) Odżywiam też się w miarę zdrowo i regularnie. Problem tkwi w presji, którą czuję każdego dnia - żeby się nie potknąć, żeby nie popełnić jakiegoś głupiego błędu, żeby nie wypłynął jakiś błąd sprzed miesiąca itd.;) W tym sensie tęsknię za poprzednią pracą, która polegała tylko na "iść - odbębnić - wrócić do domu":P Teraz takiego komfortu i takiej beztroski nie mam.

Oczywiście z drugiej strony - wiem, że sama tego chciałam. Wiem, że nie mam prawa narzekać, bo równie dobrze mogłabym w tym momencie szukać pracy i byłoby bardzo niewesoło...
Płacę po prostu cenę za pracę "w zawodzie" i za spełnianie gdzieśtam narzuconych sobie ambicji. 

Czy się opłaci? Mam nadzieję, że nie czeka mnie spektakularny upadek...


10 komentarzy:

  1. Jak to mówi moja mama "Nie ma pracy bez stresu", tak jak obrazek, który zamieściłaś w poście. Może w ramach relaksu zaczniesz medytować? Słyszałam, że to pomaga zredukować stres.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie - w każdej sytuacji znajdzie się jakiś minus;) Medytacja to chyba jednak nie jest zajęcie dla mnie - przynajmniej na tą chwilę, myślę raczej o czymś bardziej aktywnym, żeby "wyrzucić", "wypocić" z siebie złe emocje, stres itd. No, ale zima do żadnych aktywności mnie nie zachęca, szczerze mówiąc...;)

      Usuń
  2. Twarda kobita z Ciebie - poradzisz sobie. Wiem że zmęczenie psychiczne i stres są najgorsze ale z tego co obserwuje po znajomych ten stan ustępuje w jakimś stopni gdzies po roku pracy. dasz radę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie - wiem, że względny spokój przyjdzie z czasem, z doświadczeniem itd. Jestem w takiej sytuacji, że trzeba to "przeczekać":) Pytanie tylko czy praca przeczeka to ze mną;)

      Usuń
  3. Trzymam kciuki bardzo mocno za Ciebie :) docen to ze codziennie sie uczysz czegos nowego, co z pewnoscia w przyszlosci przyniesie Ci wiele korzysci :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, doceniam to! Pisałam o tym zresztą już parę razy - w tym momencie zdobywanie doświadczenia i nowych umiejętności jest dla mnie priorytetem:)

      Usuń
  4. Dasz radę na pewno, ale gdy tylko poczujesz, że stres Cię zjada, rób wszystko, żeby nie rozpanoszył się dziad po całości... Nie bez przyczyny mówi się, że to choroba XXI wieku. Sama jej doświadczam i próbuję się z niej wykaraskać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Noo... stresu w dzisiejszym świecie nie da się uniknąć... Trzeba się tylko nauczyć sobie z tym jakoś radzić...
      Pozdrawiam!:)

      Usuń
  5. Powiem tak - ZAWSZE celuj w gwiazdy!
    Bo gdy celujesz w gwiazdy, to możesz trafić w gówno. Ale gdy celujesz w gówno, to wtedy NA PEWNO trafisz w gówno. :D

    Życzę powodzenia w realizacji planów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, dziękuję;) Zobaczymy co z tego wyniknie:)

      Usuń