wtorek, 31 lipca 2012

Parę słów o odwlekaniu..;)

Kiedy razem z Helineth zakładałyśmy BGS, wiedziałyśmy, że najbardziej potrzeba nam reklamy:) Nasza stronka była wtedy bardzo "świeża", a w zestawieniu było raptem kilkanaście blogów. Jako jeden z nielicznych, zgodził nam się pomóc Bartek Popiel, dlatego teraz z przyjemnością "odwdzięczam się" i opowiem Wam o jego nowym projekcie, czyli e-booku "Przestań Odwlekać".


 Słowem wstępu...

Na początku muszę uprzedzić, że generalnie raczej nie mam dużych problemów z odwlekaniem. Oczywiście, czasami zdarza mi się, że "nie mogę się do czegoś zabrać", ale jeśli już coś postanowię, zazwyczaj realizuję to bez większych problemów. 

Mimo to, do e-booka podeszłam z entuzjazmem, bo w sumie, jeśli mogę robić coś lepiej/szybciej/sprawniej, no to czemu nie?:)

... i garść wrażeń...

Przede wszystkim - nigdy nie pomyślałabym, że można tak dużo napisać na temat mechanizmu odwlekania. Żeby było jasne - nie jest to zarzut, bo treść jest jak najbardziej spójna i skondensowana. Język Bartka jest dośc specyficzny, momentami może ostry (wspomniała o tym zresztą Kropelka), ale w zasadzie dzięki temu czyta się szybko i bezboleśnie. Wiadomo, że chodzi tu o to, żeby zacząć działać, a nie śledzić skomplikowaną genezę i źródła odwlekania:) 

Sporo obrazowych przykładów, trochę odwołań do przeżyć i życia autora (lubię takie wstawki), no i oczywiście - co najważniejsze - szereg pomysłów i metod jak radzić sobie z pokusą odwlekania:) Autor słusznie wychodzi z założenia, że lepiej działać "małymi kroczkami", niż od razu stawiać sobie cele trudne do zrealizowania.

Moim zdaniem widać, że Bartek najpierw temat dobrze przemyślał, opracował, a dopiero potem zabrał się  do pisania e-booka. 

...dla kogo ten e-book?

Oczywiście - nie dla wszystkich;) Myślę, że jest to dobra propozycja dla osób, które widzą, że mają problem z "trwonieniem czasu" i naprawdę chcą z tym powalczyć (ale nie do końca wiedzą jak). To jasne (i Bartek pisze o tym wprost), że żadna książka nie zmieni naszego życia, jeśli sami nie ruszymy palcem, by te zmiany wprowadzić:)

Mimo tego, że jak wspomniałam na początku, nie mam wielkich problemów z odwlekaniem, e-book uświadomił mi skąd najczęściej bierze się "moje" odwlekanie - myślę, że z tą wiedzą będzie mi łatwiej zlokalizować "wroga" w przyszłości:)

Jeśli jesteście zainteresowani e-bookiem - zapraszam tutaj:)
Jeśli potrzebujecie czasami garści motywacji i nie znacie jeszcze bloga Bartka - zapraszam tutaj:)

Ja zaliczam e-booka do mojego książkowego programu 12-12-12 i jednocześnie zastanawiam się nad przeczytaniem jakiejś publikacji na temat produktywności albo organizacji czasu. Odkąd pracuję na cały etat, po wszystkich moich wieczornych "rytuałach" i obowiązkach, zostaje mi niedużo czasu i zastanawiam się jak mogę ograniczyć "zbędne czynności" w swoim życiu i wykroić trochę więcej chwil dla siebie.... Może możecie mi coś polecić?:)

niedziela, 15 lipca 2012

Nie taki diabeł straszny, czyli pierwsze wrażenia ze stażu;)

Mija dwa tygodnie odkąd pożegnałam się z moją starą pracą i zaczęłam staż absolwencki. Nie chcę przez całe wakacje pisać tylko o stażu, więc pomyślałam, że teraz napiszę o pierwszych wrażeniach, a potem co miesiąc będę robiła coś w rodzaju podsumowania.

No dobrze, czas więc na pierwsze wrażenia...;)


Ku mojemu zdziwieniu, zaadoptowałam się dość szybko. Przez pierwsze kilka dni myślałam o mojej starej pracy (o wpółpracownikach, o tym jak poszło szkolenie, które organizowałam itd.), ale teraz czuję, że ten etap zostawiłam już za sobą. Z radością odkryłam, że w korporacji pracują normalni ludzie, więc czas na stażu mija w całkiem przyjemnej atmosferze. Bałam się czy dam radę pod względem "merytorycznym", ale na szczęście moja bezpośrednia opiekunka jest bardzo wyrozumiała, cierpliwa i nie wymaga ode mnie nie-wiadomo-czego;) Uczę się sporo i robię wszystko, by rozumieć co i po co robię (a nie tylko robić dla samego wykonania czynności). Często siedzę w orzecznictwie, w interpretacjach i na pewno to jest najfajniejszą częścią moich zadań. Kolejnym i ostatnim już plusem jest czas pracy - po ośmiu godzinach każdy zmierza ku końcowi i nie ukrywam, że bardzo mi to odpowiada (chociaż przed nami podobno "bardzo ciężki tydzień", więc zobaczmy jak to będzie wyglądało w najbliższych dniach).

Ale zawsze jest jakieś "ale"...;)


Wygląda na to, że mój staż jest rzeczywiście stażem i raczej nie ma szans na jego przedłużenie. Prawdopodobnie za miesiąc czy dwa zacznę powoli rozglądać się za czymś innym - procesy rekrutacyjne trwają czasami tak długo, że nie mogę sobie pozwolić na beztroskie czekanie do października.
Poza tym, no cóż, oczywiście nie zawsze robię to, na co mam ochotę;) To jest spora korporacja, więc papierologia czasami jest konieczna - muszę więc tworzyć różnej maści zestawienia, tabele, raporty, których przygotowywanie w zasadzie nic mi nie daje (poza tym, że zaprzyjaźniam się z excelem). Jestem świadoma, że to są praktyki płatne, a skoro mi płacą to moja praca musi być "przydatna". Dopóki codziennie mogę powiedzieć, że "dziś nauczyłam się/dowiedziałam się tego czy tego", to staż oceniam pozytywnie.

No i tyle pierwszych wrażeń:)
Jednym słowem - nie jest źle;) Najbardziej przeraża mnie to, co będzie za 3 miesiące. Boję się bezrobocia, naprawdę. Mimo wszystko, nie żałuję, że podjęłam to ryzyko. Teraz widzę, że moja dotychczasowa praca nigdzie by mnie nie zaprowadziła - owszem była bezstresowa, byłam w niej świetnym pracownikiem, ale póki jestem młoda muszę zadbać o coś innego. 


wtorek, 10 lipca 2012

Praca magisterska - zamknięcie tematu

Dziś wracam do niedalekiej przeszłości i ostatecznie zamykam temat mojej magisterki:) Wszystkie posty związane z pisaniem miały raczej charakter "sprawozdawczy" - a dziś chciałabym to troszkę podsumować i opowiedzieć o swoich przemyśleniach.

Generalnie myślę, że
osoby piszące pracę dzielą się na dwie grupy. Jedna ma ambicje na stworzenie Dzieła - wybiera więc unikalne tematy i jest przygotowana na problemy z dostępem do bibliografii i długie godziny spędzone w bibliotece. Druga zaś chce mieć w miarę przyzwoitą pracę, ale możliwie jak najniższym kosztem. Pewnie są też osoby, którym nie zależy na jakości i decyduje się na poleganie na Wikipedii i jednej książce albo zleca napisanie komuś innemu, ale myślę, że takich osób jest stosunkowo niewiele.

Ja bez bicia przyznaję, że należałam do tej drugiej grupy -
oczywiście chciałam, żeby praca została dobrze oceniona, ale tez byłam świadoma, że nie dam rady poświęcić temu bardzo wiele czasu. Muszę też przyznać, że jestem z siebie po prostu dumna - pracę napisałam w terminie (a nawet oddałam ją trochę wcześniej, dzięki czemu obroniłam się też stosunkowo szybko), nie zarwałam (niemal) żadnej nocy, w międzyczasie pracowałam na prawie cały etat i raz w tygodniu chodziłam za zajęcia. 
 
Jakie mam przemyślenia?:)


Temat pracy to moim zdaniem najważniejsza kwestia. Warto wybrać taki, w którym czujemy się dość dobrze (chociaż on i tak zdąży nam trzy razy zbrzydnąć):) Warto też rozejrzeć się wcześniej za bibliografią - warto  mieć w zapasie sporo literatury.

Plan pracy
jest bardzo potrzebny i nie jest tylko kaprysem promotorów. Dobrze zrobiony plan pozwala na systematyczne pisanie i racjonalną ocenę ile jeszcze zostało do upragnionego końca. Minimalizuje tez ryzyko, że za bardzo "odejdziemy" od tematu.

Systematyczność
to klucz do sukcesu. Pracę zaczęłam na poważnie pisać w listopadzie, ale potem miałam trochę przerwy z uwagi na okres okołoświąteczny. Tak naprawdę z kopyta ruszyłam dopiero w połowie stycznia. Pisać skończyłam przed weekendem majowym, a w majówkę zajmowałam się czytaniem, poprawianiem stylistyki itd. Co tydzień w sobotę odwiedzałam bibliotekę i spędzałam tam ok. 5 godzin. W bibliotece starałam też sobie skserować coś, żeby mieć co pisać w niedzielę;) W końcowej fazie pisania, nad pracą siadałam nie tylko w weekendy, ale też każdego wieczora. Taki okres trwał ok. 2 tygodnie. Generalnie uważam, że najlepszą opcją byłoby wzięcie dwóch tygodni wolnego i codzienne pisanie po kilka godzin. Uważam, że w takim czasie spokojnie można się wyrobić, a jest to wygodniejsza i bardziej skondensowana opcja.

Warto zainwestować w książkę (lub dwie;)
. Ja zaraz po wyborze tematu trafiłam ma promocję -50% w mojej ulubionej księgarni. Szybko zdecydowałam się na zakup dwóch książek i myślę, że w kontekście mojej magisterki były to bardzo dobrze wydane pieniądze. Na tych książkach opierałam się przez cały czas, one były podstawą mojego planu pracy, one też nie raz były źródłem mojej bibliografii;)

Nie należy ignorować spraw technicznych
, związanych z poprawianiem, stylistyką, interpunkcją, dopisaniem czegośtam, dopieszczeniem bibliografii itd. Akurat to zabrało mi bardzo dużo czasu i zmęczyłam się przy tym dużo bardziej, niż przy samym pisaniu.

A przede wszystkim - pracy nie można demonizować:) Wiadomo, że każdy z nas ma inne zdolności i predyspozycje i nie każdy dobrze odnajduje się w pisaniu, ale prawda jest taka, że KAŻDY przy odrobienie samozaparacia jest w stanie się obronić:)


Niniejszym zamykam temat magisterki:) Parę dni temu wypełniałam pewne dokumenty i po raz pierwszy miałam okazję zaznaczyć opcje
"wyższe" w rubryce "wykształcenie":)