środa, 22 sierpnia 2012

Moje życie "na etacie", cz. 2)

Kontynuuję temat radości i bolączek „etatowego życia”;) Przepołowiłam już mój staż i to dobry moment na małe podsumowanie (pierwsze wrażenia opisywałam tutaj).

Przede wszystkim – to chyba najważniejsze – nie żałuję, że zdecydowałam się na udział w tym programie stażowym!  Codziennie uczę się czegoś nowego i są to takie rzeczy, których nie wyczytałabym z podręczników. Tym samym mam wrażenie, że nieustannie się rozwijam! Jest to chyba najlepsze podsumowanie tych 1,5 miesiąca. 

No, ale ja to ja, muszę podrążyć temat;)

Oczywiście, oprócz tego, że wciąż dowiaduję się czegoś nowego, równie często przekonuję się ile jeszcze nie wiem;) Bywa, że jest to irytujące, dołujące, ale robię co mogę, by moi współpracownicy nie odkryli z jakim głupkiem mają do czynienia;) 

Nie ukrywam więc, że zdarza mi się „przynosić pracę do domu”. Nie dzieje się to codziennie, ale jednak jeśli mam do napisania jakąś skomplikowaną opinię, zazwyczaj wieczorami staram sobie coś „podczytać” o problemie, znaleźć jakieś opinie w Internecie (korzystam z dostępu do LEX’a mojej współlokatorki – mój już niestety wygasł:() itd. Robię to dla własnego lepszego samopoczucia, żeby w biurze móc pracować troszkę wydajniej – poza tym odkryłam, że chyba nie lubię przyznawać się do niewiedzy i wolę wszystko sprawdzić na własną rękę;)

"Co, ja czegoś nie wiem?! Dajcie mi chwilę, to się dowiem!";) Źródło: grafiki google;)


Ze współpracownikami dogaduję się w miarę dobrze – tzn. nadal jestem „obca” w towarzystwie, ale jako tako to wszystko idzie. Na pewno są to osoby o wiele bardziej otwarte i serdeczne, niż te, które poznałam podczas praktyk w kancelariach;)

Co do samego życia „na etacie” – zaczynam się do niego przyzwyczajać;) Kwestią mojego niezorganizowania i trudności w przestawieniu się na nowy tryb pisałam już w tym poście. Na szczęście, ze wszystkim powoli wychodzę na prostą. Przyzwyczaiłam się do wczesnych pobudek, a po pracy udaje mi się znaleźć siłę na inne rzeczy, niż leżenie i marudzenie;) Sezon urlopowy też dobiega końca, więc mam nadzieję, że skończą się opowieści o udanych wojażach, które boleśnie przypominały mi jak dobrze czuję się leżąc na cieplutkim piasku;) Popołudniami/wieczorami więc czytam (książki „dla relaksu”, ale też artykuły branżowe), oglądam stare filmy, piorę, prasuję, spaceruję, czyli jednym słowem – znajduję czas na szeroko pojęty relaks;) No i powoli wracam też do angielskiego, ale o tym w następnym poście. 

Podsumowując raz jeszcze – gdybym miała przytoczyć to myśl, która pojawia się u mnie najczęściej w kontekście mojej obecnej pracy, bez wątpienia byłoby to zdanie „ach, co ja bym dała, żeby być trochę mądrzejszą!”;) 

Oczywiście ogromny niepokój wzbudza we mnie to, że staż za kolejne 1,5 miesiąca  się kończy, a to co dalej to jedna wielka niewiadoma… Jednak na chwilę obecną mam nadzieję, że i na to z czasem znajdę receptę…    

czwartek, 16 sierpnia 2012

Projekt "Królowa Szos" zakończony!:)))

Udało się:) Co za ulga!:)

Projekt „Królowa szos” ruszył tak naprawdę ponad rok temu. Najpierw przez zły wybór szkoły mój kurs trwał o parę miesięcy za długo, potem miałam problem z wyegzekwowaniem od szkoły odpowiedniego zaświadczenia – w końcu, niemal po pół roku od rozpoczęciu kursu, zapisałam się na pierwszy egzamin… Sześć (!) nieudanych podejść, trochę łez i wiele zwątpienia, no i oczywiście mnóstwo czasu i pieniędzy, które poświęciłam na doszkalanie… 

Jak widzicie, moja droga do „prawka” była drogą trudną i wyboistą;) Teraz to wszystko już za mną i chociaż nie udało mi się zdać tak szybko, jak planowałam, czuję ogromną radość i ulgę;) Na szczęście wyrobiłam się przed tymi głośno zapowiadanymi zmianami;) Przyznaję, że po pewnym czasie sprawa prawa jazdy stała się już kwestią ambicjonalną. No bo ja mam nie zdać? Skoro tyle już w to włożyłam (wysiłku i kasy)? Zdam! Oczywiście, że zdam! Tyle, że po prostu akurat tym razem się nie udało;)
Ta cała moja przygoda z prawem jazdy nauczyła mnie naprawdę dużo… 

Po pierwsze, okazuje się, że można bardzo różnie interpretować sukces. Ktoś może z ironią powiedzieć, że nie ma co się chwalić zdaniem za siódmym podejściem;) Rzeczywiście, mistrzem nie byłam;) Z drugiej strony, to prawo jazdy uświadomiło mi jak bardzo jestem zdeterminowana! Zawsze uważałam się za osobę ze „słomianym zapałem” i naprawdę nie spodziewałam się, że mam w sobie takie pokłady cierpliwości. Zaskoczyłam tym nie tylko siebie, ale także moich bliskich!;)



Teraz garść rad doświadczonej ciotki;):

- przy wyborze szkoły nie należy się sugerować ceną! Trzymajcie się  z daleka od „gruponowych” promocji! Za „niższą cenę” zapłaciłam w innej formie – przeraźliwie długim kursem (2 tygodnie czekania na dwie godziny jazd….), niekompetentnym instruktorem (który bardziej skupiał się na tym, żeby mnie poderwać, niż czegoś nauczyć…), nieaktualnymi  materiałami dydaktycznymi (niepotrzebny stres przed „teorią” w gratisie) i zwyczajnym zniesmaczeniem i nerwówką. W efekcie po 30 godzinach kursu, musiałam dokupić naprawdę dużo godzin doszkalających (oczywiście w innej szkole i z innym instruktorem!) musiałam uczyć się wszystkiego od początku!

- do prawka trzeba podejść z dystansem. Nasłuchałam się już historii o osobach, które ze stresu pięć raz nie wyjechały z placu, po czym rzuciły to wszystko w cholerę;) Po każdym egzaminie żegnałam egzaminatora słowami „idę się zapisać. Kiedyś nadejdzie TEN dzień”;) Poza tym, tak jak we wszystkim, i na egzaminie potrzeba odrobinki szczęścia, choć na pewno to umiejętności grają pierwsze skrzypce:)

- przy tym wszystkim trzeba pamiętać, że egzaminator – też człowiek;) Szczerze mówiąc ja nie miałam wrażenia, że ktoś chciał mnie za wszelką cenę „oblać” czy jakoś „specjalnie utrudnić”. Większość egzaminów trwało dość długo (raz jeździłam nawet godzinę), ale domyślam się, że to dlatego, że egzaminator widział, że czuję się źle, niepewnie i co i rusz robię drobne błędy, które jednak nie mogą z automatu zakończyć egzaminu. Większość egzaminatorów była uśmiechnięta, miła, próbowała na początku troszkę mnie rozluźnić, a jeśli nie trafił mi się żaden „wesołek” to i tak nie spotykałam się z żadnym niemiłym komentarzem. 

No i tyle:) Z radością kończę ten etap i cieszę się, że udało mi się spełnić kolejny cel:) Naprawdę znaczy to dla mnie bardzo wiele i mimo tego, że od tego radosnego momentu minął równy tydzień, nadal jak o tym myślę, mam "banana" na twarzy:) Cieszę się, że się nie zniechęciłam, choć oczywiście miałam chwile zwątpienia... Udowodniłam sobie, że nawet, jeśli nie ma się do czegoś predyspozycji, to trochę cierpliwości, wiary w siebie (i, nie ukrywajmy, pieniędzy na doszkalania;) przyniesie w końcu upragniony sukces:) Widzę też jak duże postępy zrobiłam choćby od mojego "pierwszego podejścia" - teraz naprawdę czuję się dość pewnie za kierownicą, jestem opanowana i chociaż na pewno bałabym się teraz wsiąść sama za kółko (bez żadnej "osoby towarzyszącej), wiem, że swoją ciężką pracą i "upartością" zapracowałam na to prawo jazdy!:)

O mojej krętej drodze do tytułu "Królowej Szos" można przeczytać w tych postach:



Dopisek z 16 listopada: Radość ze zdanego prawka nadal jest bardzo duża:) Do tego stopnia, że powyższy post "wziął udział" w Linkowo - ciasteczkowym party u Kropelki:)

czwartek, 9 sierpnia 2012

Martika odpowiada na TAG;)

Zaproszona do zabawy przez Helineth, i ja wklejam swoje odpowiedzi na 34 pytania. Bardzo fajnie czytało mi się Wasze odpowiedzi i w wielu kwestiach się z Wami zgadzałam - dlatego myślę, że moje odpowiedzi nie są szczególnie oryginalne;)


1. Co mogę dziś zrobić, by osiągnąć jeden ze swoich celów?
Tak naprawdę już zrobiłam to, co zaplanowałam;) W pracy przeczytałam dziesiątki interpretacji podatkowych, po pracy byłam u lekarza. Prawdopodobnie zrobię jeszcze powtórki w tutorze:)

2. Kiedy jestem najbardziej produktywna?
Chyba wtedy, kiedy robię coś „bo chcę”, a nie dlatego, że „muszę”. Wiele razy pisałam, że nie lubię działać pod presją czasu:)

3. Jak mogę naprawić relację z daną osobą?
Jestem wielką zwolenniczką szczerych, rzeczowych rozmów. W ten sposób staram się rozwiązywać problemy międzyludzkie, chociaż wiadomo, że gdy w grę wchodzą emocje bywa różnie;) W tej kwestii bardzo pomogło mi szkolenie z mediacji – od tego momentu trochę inaczej patrzę na tego typu nieporozumienia. 

4. Jaką jedną rzecz mogę dziś zrobić, by sprawić sobie przyjemność?
Być może obejrzę film z Audrey Hepburn i zjem karmelowego Big Milka;)

5. Za jakie 5 rzeczy jestem najbardziej wdzięczna w swoim życiu?
- za moją Mamę, która zawsze dzielnie mnie wspierała i mocno trzymała kciuki za (niemal) każdy mój pomysł;
- za mojego Lubego;);
- za względnie dobre zdrowie;
- za to, że nie urodziłam się w skrajnej biedzie, w rodzinie alkoholików albo po prostu w kraju, gdzie dziewczynki i kobiety są źle traktowane;
- za to, że póki co dobrze sobie radzę w życiu i wszystko powolutku idzie do przodu.   

6. Jaką jedną rzecz mogę dziś zrobić, która zmieni na lepsze czyjeś życie?
Nie wiem. Mogę wpłynąć na samopoczucie moich bliskich, ale to raczej nie zmieni ich życia na lepsze:)

7. Co jest moją najlepszą cechą?
Ambicja i „wygadanie”;)

8. Jaka jest moja wymarzona praca zarobkowa?
Pisałam o tym w poście "Praca idealna" już jakiś czas temu:) Od tego momentu niewiele się zmieniło:)

9. Czy naprawdę potrzebuję tak uporczywego gnania do celu w swoim życiu?
Myślę, że czasami powinnam wyluzować. Chodzi tu właściwie bardziej o moje nastawienie do własnych ambicji;) Z drugiej strony, ambicja i spełnianie kolejnych celów to dla mnie źródło motywacji i satysfakcji, więc nie wyobrażam sobie z tego zrezygnować i tak po prostu "odpuścić".

10. Co mogę zrobić, by zarobić dziś dodatkowe 10$?
Nie mam pojęcia. Jestem kiepska w zarabianiu pieniędzy;)

11. Jak długo w ciągu dnia oglądam telewizję?
TV oglądam tylko, gdy jestem w swoim rodzinnym mieście. W Warszawie nie mam odbiornika i wcale mi tego nie brakuje!:)

12. Czy naprawdę potrzebuję tego, co posiadam?
Nie:) Ale jestem „klasyczną” kobietą i lubię „posiadać” – oczywiście wszystko w granicach rozsądku;)

13. Kiedy po raz ostatni czytałam dobrą książkę?
Jestem w trakcie – „Marilyn – ostatnie seanse”.

14. Kiedy po raz ostatni powiedziałam komuś „nie”?
Rozumiem idee tego pytania, ale jednak nie potrafię na nie odpowiedzieć. Chyba wiodę dość szczęśliwe życie, skoro dawno nie musiałam nikomu niczego spektakularnie odmawiać:)

15. Czy to naprawdę jest ważne, co ktoś myśli o mnie?
No niestety tak… Zwłaszcza w kontekście pracy zawodowej i relacji służbowych jest to szczególnie istotne. Ktoś może zaraz krzyknąć – „można być niezależnym i prowadzić własny biznes!”, ale wtedy naszym szefem jest klient i to, co on sobie o nas myśli:)

16. Co chcę osiągnąć w tym roku?
Na pewno chciałabym znaleźć stałą i w miarę satysfakcjonującą pracę. To mój najważniejszy cel, związany z tematyką tego bloga. Mam też oczywiście do zrealizowania kilka kwestii prywatnych;)

17. Jaki jest kolejny duży wynik, który chcę osiągnąć?
Duży wynik? Chyba właśnie znalezienie pracy – możliwość rozwoju i zaspokojenia swoich potrzeb (również pod względem finansowym) to ogromny komfort i satysfakcja.

18. Co mogę zrobić, by czuć się szczęśliwą?
Jestem szczęśliwa – codziennie doceniam to, co mam, choć oczywiście jak każdemu zdarzają mi się gorsze dni. Przypomniała mi się scena Seksu w Wielkim Mieście, w której jedna z bohaterek na pytanie kiedy ostatnio czuła się szczęśliwa odpowiada „I fell happy everday. Not all day everyday, but…everyday”;)

19. Kiedy po raz ostatni opuściłam strefę komfortu?
Pod koniec czerwca, kiedy rzucałam moją ostatnią pracę na rzecz 3-miesięcznego stażu. Jednak zmiana ta ma na celu poprowadzić mnie w strefę komfortu w przyszłości;) Więcej pisałam o tym tutaj.

20. Jakie są moje wartości życiowe?
Hmmm…trudne pytanie. Staram się podchodzić do innych z empatią i nie oceniać nikogo „z góry”. Poza tym, jak wspomniałam wcześniej, jestem zwolenniczką rzeczowych rozmów;)

21. Jakiej porady udzieliłabym sobie za 30 lat?
Nie mam pojęcia, bo też nie mam pojęcia jakim człowiekiem będę za 30 lat. Być może powiedziałabym „i po co tak się przejmowałaś”, ale być może „no, trzeba było bardziej przemyśleć swoje postępowanie, maleńka”;)

22. Jak chciałbym, by wyglądała moja kariera?
Chciałabym zostać specjalistą w swojej dziedzinie, tak bym nie musiała każdego dnia martwić się o pracę. Z drugiej strony, nie chciałabym, żeby kariera zdominowała moje życie; chcę tylko, żeby mi je trochę ułatwiła;)

23. Jakie kroki mogę dziś podjąć, by zrobić krok w kierunku wymarzonej kariery?
Podejmuje takie kroki codziennie o 6.20, kiedy zwlekam się z łóżka i turlam się na mój staż;) Poza tym oczywiście czytam na bieżąco wiadomości z „mojej branży” i dziś też to zrobiłam:)

24. Co przypomina mój idealny dzień od momentu gdy wstaję do chwili, gdy kładę się spać?
Szczerze mówiąc, mój idealny dzień wygląda tak, że śpię do 9.00, a następnie spędzam czas z Lubym albo sama. Bez pracy, presji i pośpiechu;) 

25. Jakie przekonania ciągną mnie do tyłu?
Że „jestem słaba”, że „nie dam rady” albo „jestem za głupia”. Niestety takie przekonanie dość głęboko we mnie siedzi i czasami daje o sobie znać…

26. Jakie nawyki chciałbym w sobie wypracować?
Utrzymania mieszkania w czystości, sprzątania „na bieżąco” i utrzymywania porządku w mojej szafie z ciuchami;)

27. Jak mogę porzucić zły nawyk?
Jestem świeżo po lekturze „Przestań odwlekać” Bartka Popiela i wiem, że tu nie ma innej rady, jak tylko zacząć coś robić;)

28. Kto mnie najbardziej inspiruje?
Chyba nie mam żadnego naczelnego „inspiratora”;)

29. Jakie wartości podzielają ludzie, których podziwiam?
Najczęściej podziwiam w innych ludziach wytrwałość i ich ciężką pracę.

30. Czy moje marzenia są jedynie marzeniami, czy też robię coś, by się ziściły?
Jakiś czas temu podzieliłam swoje marzenia na małe i duże (szczegóły tutaj). Duże marzenia raczej nie mają szansy się spełnić (no, umówmy się, nie będę gwiazdą estrady…), ale ciężko i regularnie pracuję nad tym, by spełnić sobie małe marzenia:)

31. Co się wydarzy, jeżeli zrezygnuję z...?
Z zamartwiania się? Chyba nic złego;)

32. Co najbardziej lubię w swojej pracy?
W obecnej najbardziej lubię to, że ciągle się czegoś uczę i naprawdę czuję, że każdego dnia staję się coraz mądrzejsza;) W poprzedniej, najbardziej lubiłam „luźną” atmosferę i pracowników.

33. Co bym zrobiła inaczej, gdybym dostała jeszcze jedno życie?
Jestem zbyt młoda, żeby „już” chcieć coś zmieniać w swojej przeszłości. Oczywiście pamiętam takie sytuacje, w których chciałabym się zachować inaczej, pamiętam takie relacje, które wolałabym, żeby wyglądały troszkę inaczej, ale na szczęście nie jest to nic, co wpływa na moje obecne życie:)

34. Co zamierzam dziś zrobić po przeczytaniu tych wszystkich pytań?
Spakować się, ponieważ jutro jadę do mamusi;) Ogarnąć mieszkanie i zapłacić rachunek za telefon i prąd:) A potem pozwolę sobie na trochę relaksu:)


niedziela, 5 sierpnia 2012

Moje życie "na etacie";)

Minął już ponad miesiąc, odkąd zaczęłam swój staż i tym samym pierwszą w moim życiu pracę „na cały etat”. Szczerze mówiąc, myślałam, że ten jeden dzień więcej pracy (wcześniej pracowałam 4 dni w tygodniu) nie zrobi na mnie większego wrażenia – w końcu byłam przyzwyczajona do w miarę regularnego trybu życia i tego, że dużą jego część spędzam w pracy;) Oj, jak bardzo się myliłam…;)

Czas spojrzeć prawdzie w oczy – mam problem z organizacją czasu! Jest to na pewno wypadkowa wielu czynników – tego, że w pracy mam zablokowany dostęp do większości stron (więc w domu spędzam trochę czasu na sprawach organizacyjnych – sprawdzam maile, płacę rachunki, czytam wiadomości itp.); tego, że teraz mój dzień jest zdecydowanie bardziej stresujący, a moje obowiązki wymagają zwykle dużego skupienia (więc do domu wracam zmęczona, „wypluta” i jedyne na co mam ochotę to chwila relaksu w łóżku;)

Początkowo oczywiście byłam dla siebie wyrozumiała i zakładałam, że za chwilę przyzwyczaję się do trochę innego trybu życia, ale teraz czuję już, że coś muszę z tym zrobić… Tyle, że właściwie nie do końca wiem co… 

Z przymrużeniem oka;)
Mam świadomość, że mój „rozwój” nie będzie tak intensywny, jak „za studenckich czasów”. Zresztą, prawdę mówiąc, w tym momencie to praca powinna być głównym źródłem rozwoju. Nie zmienia to jednak faktu, że chciałabym mieć poczucie, że mam więcej czasu dla siebie, a moje życie nie kręci się tylko wokół tego, że muszę być wyspana do pracy, że muszę sobie uprasować rzecz do pracy, że trzeba wstać do pracy, i że jestem zmęczona po pracy;)


Niestety nie mam jeszcze pomysłu jak i jakie zmiany wprowadzić. Przez najbliższe dni zamierzam przyjrzeć się swoim popołudniom i ustalić listę priorytetów. Być może ustalę czy mogę coś usprawnić albo wyrzucić ze swojego planu dnia. 

A Wy znacie problem „złej organizacji” przy pracy na etat? Chętnie przyjmę dobre rady;)