niedziela, 13 stycznia 2013

Martika wraca. Ale na jak długo?...

Dawno mnie tu nie było. Oj, dawno... Nie dlatego, że nie działo się nic godnego uwagi i wzmianki na blogu. Wręcz przeciwnie - w pracy przedłużono mi umowę i dostałam pakiet benefitów pracowniczych, które w dalszej perspektywie prawdopodobnie trochę mi ułatwią życie. Oczywiście wciąż uczę się bardzo dużo, mam niemal całkowicie samodzielne stanowisko i szczerze mówiąc można powiedzieć, że realizuję się na prawie każdym kroku. Chociaż narzekam na tą pracę niemal codziennie (nadgodziny, zmęczenie, stres), wiem, że byłoby mi bardzo przykro, gdyby jednak cośtam mi nie poszło. Jestem już przy końcówce mojego kursu z rachunkowości - przede mną jeszcze dwa zjazdy i dwa egzaminy. Z kursu jestem bardzo-bardzo zadowolona - dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy + wiedzę na bieżąco wykorzystuję w pracy. To naprawdę motywuje!:) W życiu prywatnym też układa mi się całkiem nieźle. W międzyczasie udało mi się zaliczyć udanego sylwestra (a w moim przypadku to niestety nie jest reguła - kilka ostatnich zabaw noworocznych było kompletną klapą;) - niestety dla równowagi calutkie święta i czas okołoświąteczny przechorowałam. Z innych kwestii - poczyniłam kroki w celu rozpoczęcia kursu tańca:) Teraz czekam jeszcze na informację o zawiązaniu grupy - mam nadzieję, że wszystko pójdzie po mojej myli i zacznę wreszcie się trochę ruszać!:)
Dlaczego więc blog świeci pustkami? Przyczyny są dwie.

Po pierwsze - w gruncie rzeczy wiodę teraz życie dość przewidywalne i rutynowe.
W pracy spędzam prawie cały dzień, a przecież nie będę opisywała na blogu przykładowo najświeższych zmian w prawie podatkowym;) Moje cele długoterminowe są dość jasne i powolutku do nich dążę. Jeśli chodzi o angielski, to nie mam już takiego ciśnienia na naukę, bo używam go na codzień w pracy, więc przynajmniej w tej kwestii się nie cofam. W ramach myśli "przyjemne z pożytecznym" oglądam teraz "Mad Mena" wieczorami w oryginale, więc słuchanie też nie zostaje w tyle.
Moje ulubione zdjęcie:) Źródło: grafiki google
A po drugie - przyznaję, że czasami po prostu wolę wieczorem odpocząć/poczytać książkę/obejrzeć film, czy zająć się sprawami domowymi, niż przygotowywać przed komputerem nową notkę na bloga... Niestety, wygląda na to, że jako studentka pracująca miałam więcej czasu niż obecnie (notabene mój status tak drastycznie się nie zmienił - tylko kolejność się zmieniła;).
Prawdę mówiąc zastanawiałam się nad "rzuceniem" bloga. W tym momencie mogę powiedzieć, że cele z jakimi rozpoczynałam blogowanie spełniłam w niemal 100%. Oczywiście moje cele ewoluują razem ze mną - nie osiadam na laurach, wciąż podnoszę sobie poprzeczkę, wciąż miewam nowe pomysły, wciąż wiele planuję... Tyle, że blog nie jest już mi do tego niezbędny. Nauczyłam się motywować bez blogowania, w kwestii planowania krótko- i długoterminowego doskonale sprawuje się zwykły kalendarz, zresztą nigdy blog nie był dla mnie miejscem do drobiazgowego planowania tygodnia, czy o zgrozo - dnia;)

Ale... minęło kilka tygodni, a ja troszkę zatęskniłam;) Nie mam wątpliwości, że moje blogowanie zmienia trochę formułę i tak naprawdę nie wiem w którą stronę to wszystko pójdzie. Daję sobie jednak trochę czasu. Z całą pewnością posty będą pojawiały się trochę rzadziej, bo w tym momencie chcę i muszę skupić się na moim "prawdziwym" życiu - w ciągu dnia mam na nie jakieś 4 godziny;)

Najważniejsze jest jednak to, że bez względu na dalsze losy tego bloga, udowodniłam sobie, że ciężką pracą i umiejętnością rozsądnego planowania można powoli spełniać swoje marzenia:) A to naprawdę solidna podstawa do rozpoczęcia prawdziwej dorosłości. 
 

6 komentarzy:

  1. Gratuluję przedłużonej umowy! :)

    Ja również przeżywałam kryzys blogowania kilka tygodni temu, ale postanowiłam mimo wszystko go przeczekać. Dużo zależy od tego, dla jakich celów zakłada się bloga, jak się go traktuje. Można cele spełnić i bloga zamknąć, można też ze stawiania celów uczynić jakąś tam filozofię, stawiać je dalej i blogowanie kontynuować. Z drugiej strony można robić to wszystko bez tego kawałka sieci :)

    Ostatnio pisałaś o kwestii "muszę vs chcę" - no właśnie :) Można robić z tego obowiązek, albo traktować jak jedną z przyjemności i form odpoczynku po pracy. Wszystko jest kwestią podejścia.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście masz w tym wszystkim rację:) Blog zawsze był dla mnie odskocznią, hobby, które jednak było "pożyteczne", bo motywowało i inspirowało:) Teraz kwestia motywacji poszła na dalszy plan, a dodatkowo mam mniej celów krótkoterminowych, więc i pomysłów na posty mam trochę mniej:)

      Napisałam szczerze, że nie wiem w jakim kierunku pójdzie ten blog, bo... naprawdę nie wiem:) Na pewno nie zamierzam blogowania przekuwać na obowiązek, bo.... po co?:) Małe przyjemności są najważniejsze:)

      Usuń
  2. !!witaj
    Fajnie, że wróciłaś.
    Dla mnie Twój blog nigdy nie był monotematyczny, więc nigdy nie czytałam go ze względu na jeden temat tj. Twój plan rozwoju czy kariery. Zawsze "między wierszami" szukałam w nim Ciebie. Dlatego o czym byś tu nie pisała dla mnie będzie ciągle o Martice :)
    Bardzo miło czytać, że się spełniasz zawodowo, gratulacje i tak trzymaj :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Odnotowałam to, że całkiem niedawno wróciłaś i Ty;) Dla mnie jednak nie jesteś żadną Meleną, tylko Melenką;)

      Usuń
  3. A webiste to change to fluid width within
    the New Blogger Template Designer?

    my website :: reluciente
    My blog post ; laceraciones

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie uciekaj od nas! Rozumiem Twoje podejście, również byłam bliska zamknięcia bloga, nawet napisałam stosowną notkę...Nie dało rady jej wkleić, palec mi zadrgał nad klawiaturą i zrozumiałam, że ja przecież lubię mój wirtualny kawałek podłogi ;D

    OdpowiedzUsuń