piątek, 9 sierpnia 2013

Update! Czyli o moim nieregularnym blogowaniu...

Kilka razy nosiłam się już z zamiarem napisania posta, który definitywnie zakończyłby moją przygodę z tym blogiem. Z czystym sercem mogę powiedzieć, że blog wyczerpał już swoją formułę, ja osiągnęłam już to, co założyłam sobie kilka lat temu.... Nie oznacza to oczywiście, że nie mam już żadnych celów:) ale po prostu realizuję wszystko z mniejszą presją, no i mam też mniej czasu na pisanie - muszę się raczej skupiać na działaniu:) 

Ale... z drugiej strony pisać lubię i czuję, że mogę opublikować kilka postów, które będą takim dopełnieniem drogi, którą opisywałam tu przez tak długi czas, a które być może jeszcze komuś pomogą... Choć już nie uczestniczę w współtworzeniu BGS, uważam, że założenie bloga było jedną z lepszych decyzji w moim życiu i nie ukrywam, że bardzo mi miło, że było jakieś grono całkiem regularnych czytelników;)

A zatem - co nowego? Nic!:) Chyba to właśnie ta długo oczekiwana stabilizacja;) Pracy nie zmieniłam i na razie skupiam się raczej na tym, żeby ją utrzymać. Biorąc pod uwagę moje doświadczenie, bardzo szybko "awansowałam" i choć zwykle lubię moją pracę, to jednak żyję w niemal ciągłym stresie. Nie przesadzę, jeśli napiszę, że ja żyję pracą - choć wiem, że nie brzmi to najlepiej... Już podczas porannego mycia zębów myślę o tym jaki czeka mnie dzień, czy mam zaplanowane spotkania, czy mam do napisania opinie itd. Podczas wieczornego... czegokolwiek (malowania paznokci/golenia nóg/sprzątania) często analizuję aktualne "sprawy" itd. Dojeżdżając z lub do pracy niemal zawsze sobie coś doczytuję - a to nowe orzeczenie, a to jakąś interpretację... dokształcać się trzeba, a ja wciąż jestem najmłodszą i najmniej doświadczoną osobą w zespole. Na szczęście przysługiwał mi dwutygodniowy urlop, dzięki czemu trochę się zdystansowałam i odpoczęłam. Bo zasługiwałam w końcu!:) 

Z kwestii poza - pracowych - wiele nie zostaje. W połowie lipca skończyłam pierwszy semestr mojej podyplomówki. Przyjęłam to z ulgą, bo przyznaję, że praca + zjazdy w weekendy to niesamowicie wyczerpująca formuła. Gdybym od początku zdecydowała się na studia zaoczne to obawiam się, że bm ich nie skończyła;) Niestety, drugi semestr zapowiada się tra-gicz-nie i nie jest to w żadnym wypadku wyolbrzymienie. Nie wiem jak ja dam radę, w dodatku w tak trudnym (chlip,chlip) jesienno - zimowm okresie. Zobaczymy, pomyślimy... 
Na temat samych studiów mam już oczywiście garść przemyśleń, ale postaram się o tym napisać w osobnym poście w najbliższym (?) czasie. 

Jeśli chodzi o czas, kiedy nie pracuje, nie myślę o pracy i nie uczę się - nie ma go za wiele;) Angielski zarzuciłam dawno temu - w pracy na bieżąco czytam i piszę po angielsku, w lipcu zaliczyłam nawet duuuże spotkanie anglojęzyczne (stres chyba większy niż na obronie magisterki...), więc nie czuję się specjalnie zobligowana do tłuczenia słówek w wolnych chwilach. W głębi serca wiem, że to błąd, ale jakoś nie mogę się zmobilizować do regularnych powtórek...

A wszystkie inne wolne chwile wypełniam czytaniem beletrystki, czytaniem prasy, oglądaniem filmów i seriali, zastanawiam się jak "kupić" i "zaoszczędzić", a teraz planuję rozwój w dziedzinie robótek ręcznych i zrobić sobie samodzielnie parę bransoletek;)

No i tyle. Ahoj!:)

9 komentarzy:

  1. Super, że tak dobrze odnajdujesz się w pracy i pokochałaś doradztwo podatkowe :-) To, że "żyjesz pracą" wcale mnie nie dziwi, ale nie wiem co doradzić na permanentny stres... Niezmiennie 3mam kciuki.

    Ja również przymierzam się do podyplomówki z podatków (od września) więc z niecierpliwością czekam na twoje przemyślenia na ten temat :-) Waham się teraz którą uczelnię wybrać... Chyba jednak studia na uczelni prywatnej, na temat programu oferowanego przez UW naczytałam się głównie negatywnych opinii (w sensie dużo teorii, mało praktycznych info).

    Dziękuję bardzo za odpowiedź pod poprzednim postem! Pozdrawiam,
    Kornelia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej Kornelia:) A jaką uczelnie prywatną masz na oku? Stawiam, że Koźmińskiego?

      Ja też się bardzo wahałam i wybrałam ostatecznie UW. Przekonało mnie to, że siatka godzin jest zdecydowanie bardziej rozbudowana (więcej przedmiotów, więcej godzin i prawdę mówiąc "niezłe" nazwiska wykładających) przy cenie bardzo porównywalnej do reszty rocznych podyplomówek.

      Ja nie do końca zgadzam się z tym, że to studia tylko teoretyczne. Choć oczywiście z drugiej strony to studia na uniwerku, więc jednak typowej praktyki tu nie uświadczysz;)

      Tak czy siak, życzę powodzenia i 3mam kciuki!:)

      Usuń
    2. Zgadza się, Koźmiński. Jeszcze nie zapłaciłam za te studia więc może mnie jeszcze "nawrócisz" na UW? :-) A tak na serio, twoim zdaniem podyplomówka na UW była dobrym pomysłem czy niekoniecznie? Mniej interesuje mnie siatka godzin, bardziej praktyczne podejście do tematu podatków i stworzenie mocnych fundamentów do późniejszego egzaminu na doradcę. A spotkałam się z zarzutem, że UW oferuje raczej perspektywę teoretyków... więc trochę zagubiona jestem :-) Dziękuję i powodzenia!
      K.

      Usuń
  2. Niby wiem, że studia zwane są najpiękniejszym okresem w życiu człowieka, ale... mi towarzyszy niezmienny lęk o przyszłość. Ile bym dała za to, by mieć - tak jak Ty - ustabilizowaną sytuację życiową...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, jak studiowałam to też marzyłam już o stabilizacji:) Teraz, pracując, chciałoby się wrócić na studia:) Każdy etap na swoje plusy i minusy - to na pewno;)

      A tak mniej poprawnie politycznie - niedawno widziałam na Facebooku taki obrazek: "Tak sobie myślę... wczoraj było chu***wo, dziś jest chu***wo, a jutro też będzie chu***wo... Czyżby to tak oczekiwana stabilizacja?":) I coś w tym jest!:)

      Usuń
    2. Haha, chyba rzeczywiście coś w tym jest. ;) Powiem Ci, że moja sytuacja wygląda na dość podobną do Twojej - a mianowicie: też studiuję prawo (chociaż od października będę na II roku, więc Prawo przez duże P dopiero przede mną:P), ale... Właściwie nie jestem pewna, czy kierunek ten był dobrym wyborem. Owszem, mam poczucie, że cholernie mnie to interesuje, że mam do tego predyspozycje, ale mimo wszystko przerażająca jest dla mnie myśl o tym, jak obecnie wygląda rynek pracy. Jak jest z aplikacją to na pewno nie muszę Ci tłumaczyć;). A i po aplikacji wcale nie jest tak kolorowo, jak się niektórym (którzy się chyba Magdy M za dużo naoglądali) wydaje.
      Generalnie to już teraz myślę o różnych ścieżkach rozwoju; o alternatywnych drogach 'kariery'.
      Powiem Ci szczerze, że czasami jak się tak zastanowię, to chyba wolałabym mniej 'prestiżową' pracę, w jakimś tam stopniu związaną z prawem, dającą mi pewien poziom satysfakcji, aniżeli tyrać za darmo na aplikacji, po której i tak praca wcale nie będzie pewna.
      Och, rozpisałam się ;). Ale mam trochę mętlik już od tego wszystkiego.

      Usuń
    3. Hej:) O, widzę, że czyta "mnie" wielu studentów prawa:)

      W wielu kwestiach masz oczywiście rację, ale do skończenia studiów masz jeszcze sporo czasu - trudno wyrokować jak wtedy będzie wyglądał rynek pracy. Z drugiej strony, bardzo fajnie, że już teraz masz świadomość, że może nie być lekko i prosto - to motywuje do stałego dokształcania się i nie zamyka oczu na zawody okołoprawnicze.
      Ja też uważam, że lepsza jest praca za godziwe pieniądze na stanowisku niekoniecznie ściśle związanym z wkształceniem, niż praca za pół darmo w imię... tytułu. Ale to moje zdanie i oczywiście znam i szanuję osoby, których celem jest skończenie aplikacji bez względu na koszty:)

      Prawdę mówiąc ja też po pierwszym roku byłam zupełnie nieprzekonana co do słuszności wyboru kierunku:) Teraz, z perspektywy czasu, uważam, że dobrze wybrałam. Znajomość prawa (nawet nie bardzo dokładna) jest atutem w wielu sytuacjach, także na rynku pracy. Dokształcić i zdobyć doświadczenie możesz w niemal każdej dziedzinie (ja rozważałam nawet podyplomówkę z reklamy i czasami troszkę żałuję, że nie poszłam tą drogą;), a studia prawnicze dają takie "ogólne ogarnięcie".

      Pozdrawiam i 3mam kciuki!:)

      Usuń
    4. Ja 'Ciebie' czytam od baaardzo dawna!:)

      Właśnie gdy nadchodzą mnie dylematy w stylu: czy dobrze wybrałam, czy nie warto było pójść na coś łatwiejszego, to... Właściwie jednak prawo chyba było dobrym wyborem. To znaczy: te pozornie łatwiejsze kierunki tak naprawdę w ogóle mnie nie kręcą, a zresztą: czy obawa, że po prawie nie znajdę pracy miałaby być przyczyną pójścia na jakiś, umówmy się, jeszcze mniej perspektywiczny kierunek (tak, generalizuję w tym momencie;)), po którym o pracę byłoby zapewne jeszcze trudniej? To byłoby, delikatnie mówiąc, bezsensowne...
      A Ty i Twój blog jesteście dla mnie inspiracją, by być czujną, rozwijać się w wielu kierunkach, ROBIĆ coś ze swoim życiem. Dzięki.

      Usuń
  3. Szkoda że rzucasz bloga - tak wiem ja swojego też rzuciłam. Co teraz będzie z BGS skoro obie założycielki zrezygnowały? Przekazujecie komuś pałeczkę i rozwiązujecie grupę?

    Pozdrawiam i życzę Ci dużo szczęścia;). Z czystym sumieniem mogę Ci napisać że Twój blog na równi z tym od Undi był zawsze moim ulubionym;) Jak masz ochotę to skrobnij czasem maila, czuję się trochę jakbym traciła koleżankę :( Trzymaj się cieplutko ;)

    OdpowiedzUsuń