czwartek, 31 stycznia 2013

Dorosłość - mit obalony!:)

Jedną z ciekawostek, dotyczących mojej obecnej pracy jest to, że jestem jedną z najmłodszych osób w moim dziale;) Siłą rzeczy, sporo czasu spędzam więc z osobami starszymi ode mnie - głównie trzydziesto- i trzydziestoparolatkami. Nie jest też tajemnicą, że kończąc studia byłam wręcz przerażona wizją dorosłości, stabilizacji i ogólnie perspektywą "życia po studiach". 
Oczywiście, jak to z lękami bywa, i ten okazał się być bezpodstawnym. Z radością odkryłam, że życie "po studiach" istnieje, miewa się dobrze i szczerze mówiąc wcale nie jest jakoś mniej wartościowe;) Moje koleżanki 30-latki wcale nie są zgnuśniałe, sflaczałe czy marudne (a przynajmniej nie bardziej niż ja;). Wręcz przeciwnie - to pełne życia, radości, mądre, wykształcone dziewczyny, które świetnie łączą rolę świetnych specjalistów z rolami partnerek/żon, a niektóre nawet matek. Powiem więcej - taką właśnie trzydziestolatką chcę być za parę lat:)  

Zresztą, szczerze mówiąc, spędzając z nimi czas wcale nie czuję różnicy wieku, a ostatnio opowiadając mojej mamie o pewnym wydarzeniu w którym uczestniczyłam, stwierdziłam "no, byli tam raczej ludzie w MOIM wieku. Wiesz tak PRZED TRZYDZIESTKĄ!";) Powiedziałam to oczywiście nieświadomie, co tylko potwierdza - dorosłam, gonię czas i.... jakoś to przeżyję;) 

Szczerze mówiąc cieszę się, że mam możliwość spojrzenia na tą całą "dorosłość" trochę innym okiem. Widzę teraz, że nie ma czego się bać i że przede mną bardzo wiele wyznań - skończenie studiów to dopiero preludium!:) Będzie dobrze! Musi być:)

Ciekawa jestem jaki Wy macie stosunek do upływającego czasu:) Jak sobie z tm radzicie - myślicie o tym, czy kompletnie olewacie tą kwestię? Jak odbieracie koniec studiów - jest/był to dla Was ważny moment, czy nic nie znaczący egzamin?:)

niedziela, 13 stycznia 2013

Martika wraca. Ale na jak długo?...

Dawno mnie tu nie było. Oj, dawno... Nie dlatego, że nie działo się nic godnego uwagi i wzmianki na blogu. Wręcz przeciwnie - w pracy przedłużono mi umowę i dostałam pakiet benefitów pracowniczych, które w dalszej perspektywie prawdopodobnie trochę mi ułatwią życie. Oczywiście wciąż uczę się bardzo dużo, mam niemal całkowicie samodzielne stanowisko i szczerze mówiąc można powiedzieć, że realizuję się na prawie każdym kroku. Chociaż narzekam na tą pracę niemal codziennie (nadgodziny, zmęczenie, stres), wiem, że byłoby mi bardzo przykro, gdyby jednak cośtam mi nie poszło. Jestem już przy końcówce mojego kursu z rachunkowości - przede mną jeszcze dwa zjazdy i dwa egzaminy. Z kursu jestem bardzo-bardzo zadowolona - dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy + wiedzę na bieżąco wykorzystuję w pracy. To naprawdę motywuje!:) W życiu prywatnym też układa mi się całkiem nieźle. W międzyczasie udało mi się zaliczyć udanego sylwestra (a w moim przypadku to niestety nie jest reguła - kilka ostatnich zabaw noworocznych było kompletną klapą;) - niestety dla równowagi calutkie święta i czas okołoświąteczny przechorowałam. Z innych kwestii - poczyniłam kroki w celu rozpoczęcia kursu tańca:) Teraz czekam jeszcze na informację o zawiązaniu grupy - mam nadzieję, że wszystko pójdzie po mojej myli i zacznę wreszcie się trochę ruszać!:)
Dlaczego więc blog świeci pustkami? Przyczyny są dwie.

Po pierwsze - w gruncie rzeczy wiodę teraz życie dość przewidywalne i rutynowe.
W pracy spędzam prawie cały dzień, a przecież nie będę opisywała na blogu przykładowo najświeższych zmian w prawie podatkowym;) Moje cele długoterminowe są dość jasne i powolutku do nich dążę. Jeśli chodzi o angielski, to nie mam już takiego ciśnienia na naukę, bo używam go na codzień w pracy, więc przynajmniej w tej kwestii się nie cofam. W ramach myśli "przyjemne z pożytecznym" oglądam teraz "Mad Mena" wieczorami w oryginale, więc słuchanie też nie zostaje w tyle.
Moje ulubione zdjęcie:) Źródło: grafiki google
A po drugie - przyznaję, że czasami po prostu wolę wieczorem odpocząć/poczytać książkę/obejrzeć film, czy zająć się sprawami domowymi, niż przygotowywać przed komputerem nową notkę na bloga... Niestety, wygląda na to, że jako studentka pracująca miałam więcej czasu niż obecnie (notabene mój status tak drastycznie się nie zmienił - tylko kolejność się zmieniła;).
Prawdę mówiąc zastanawiałam się nad "rzuceniem" bloga. W tym momencie mogę powiedzieć, że cele z jakimi rozpoczynałam blogowanie spełniłam w niemal 100%. Oczywiście moje cele ewoluują razem ze mną - nie osiadam na laurach, wciąż podnoszę sobie poprzeczkę, wciąż miewam nowe pomysły, wciąż wiele planuję... Tyle, że blog nie jest już mi do tego niezbędny. Nauczyłam się motywować bez blogowania, w kwestii planowania krótko- i długoterminowego doskonale sprawuje się zwykły kalendarz, zresztą nigdy blog nie był dla mnie miejscem do drobiazgowego planowania tygodnia, czy o zgrozo - dnia;)

Ale... minęło kilka tygodni, a ja troszkę zatęskniłam;) Nie mam wątpliwości, że moje blogowanie zmienia trochę formułę i tak naprawdę nie wiem w którą stronę to wszystko pójdzie. Daję sobie jednak trochę czasu. Z całą pewnością posty będą pojawiały się trochę rzadziej, bo w tym momencie chcę i muszę skupić się na moim "prawdziwym" życiu - w ciągu dnia mam na nie jakieś 4 godziny;)

Najważniejsze jest jednak to, że bez względu na dalsze losy tego bloga, udowodniłam sobie, że ciężką pracą i umiejętnością rozsądnego planowania można powoli spełniać swoje marzenia:) A to naprawdę solidna podstawa do rozpoczęcia prawdziwej dorosłości.